środa, 21 września 2016

[Projektujemy Szczęście] Gdzie rodzić? - Żelazna vs. Madalińskiego

 Jeżeli właśnie spodziewasz się dziecka i jesteś pełna obaw dotyczących zbliżającego się wielkimi krokami porodu, to jest to post dla Ciebie.

Są takie tematy, których jako (ponownie) świeżo upieczona mama ominąć nie mogę. Takim tematem jest kwestia wyboru szpitala do porodu.

Najpiękniejszy widok świata fot. ProjektuJemy Zdrowie




Czym się kierować?
Jeżeli Twoja ciąża jest zagrożona, wystąpiły jakieś komplikacje lub do terminu jeszcze mnóstwo czasu to kieruj się referencyjnością - życie i zdrowie maluszka jest najważniejsze.
Jeżeli nic poważnego się nie dzieje, to warto zwrócić też uwagę na inne aspekty opieki. Po pierwsze ważni są ludzie. To ludzie tworzą miejsca i z dobrymi ludźmi można urodzić i w oborze i będzie to najpiękniejsze wydarzenie w Twoim życiu.
Po drugie sprzęt i warunki higieniczne. W razie jakichkolwiek komplikacji jest to rzecz istotna. Jeżeli chcesz rodzić w ludzkich warunkach i nie musieć zastanawiać się nad tym, czy jakieś bakterie zaraz nie znajdą nowego żywiciela (i będziesz nim Ty) to są to ważne cechy szpitala.
I tymi aspektami ja właśnie się kierowałam przy wyborze miejsca, gdzie teraz rodziłam.

(To teraz trochę prywaty)

Ze swoich doświadczeń wypowiem się na temat trzech polskich szpitali w tym dwóch warszawskich: najbardziej popularnych szpitali przy ul. Madalińskiego oraz przy ul. Żelaznej.

Pierwsza porodówka, na którą trafiłam to porodówka szpitala przy ul. Warszawskiej w Białymstoku.
Sala porodowa wyposażona bardzo fajnie. Stwarza dużo możliwości dla rodzącej. Na początku trafiłam też na bardzo dobrą położną. Stanowcza aczkolwiek empatyczna. (Pani Beato, pozdrawiam :) ). Chwilę później jednak nadeszła zmiana nocna. Prywatność to nie jest coś, co jest znane tej ekipie. Różne osoby wchodziły i wychodziły co chwila, a drzwi były non stop otwarte. W pewnym momencie lekarz coś przepisał, a położna nabrała to do strzykawki i podeszła do mnie prosząc o przysłowiowe "wypięcie się". Na moje pytanie, co to jest, zostałam poinformowana o tym, że jest to lek dla maleństwa. Aby dowiedzieć się co i jak musiałam dociekać i dopytywać, a po moim braku zgody na podanie Fenoterolu chodziły do mnie wycieczki tłumacząc jak źle robię.
Wyrzutów sumienia nie mam, a lek został wycofany z tego szpitala w tym samym tygodniu, kiedy się na niego nie zgodziłam.

Pamiętaj!!! MASZ PRAWO DO ODMOWY KAŻDEGO ZABIEGU MEDYCZNEGO!

Ostatecznie do porodu nie doszło, a ja uciekłam rodzić w Warszawie.
Położną tym razem wybrałam z pomocą rodziców (mama z nią rodziła i była zadowolona).

Nie rozumiem, dlaczego szpitale w Białymstoku nie oferują takiej możliwości. Przecież na tym korzystają wszystkie strony:
Pacjentka - może wybrać osobę, która będzie przy jej porodzie, a przy tym zwiększyć komfort rodzenia.
Położna - ma możliwość dodatkowego zarobku, dzięki czemu jest bardziej zmotywowana do pracy, bardziej wypoczęta (nie musi dorabiać na 3 etaty) oraz lepiej przygotowaną do pracy, bo stać ją na szkolenia i dokształcanie.
Szpital - po pierwsze dodatkowa kasa (a ta się zawsze przyda), po drugie dobra położna przyprowadzi do owego szpitala rzesze swoich pacjentek (znowu jesteśmy przy temacie kasy).

Starszą córkę urodziłam ostatecznie w szpitalu przy ul. Madalińskiego w Warszawie przy asyście Pani Małgorzaty M. Położna bardzo się starała i wykonała świetną robotę przy ochronie krocza oraz wszystkie leki zanim zostały mi podane najpierw były mi pokazywane i tłumaczone. Jednak nie wszystko było idealnie (tak, jestem trudnym pacjentem). Kazano mi nie krzyczeć (oczywiście się nie zastosowałam;) ) oraz przez chęci pomocy przedzierały się stare przekonania. Nie mogłam zmienić pozycji i rodziłam w tragicznej pozycji klasycznej. Chcieliśmy aby pępowina przestała tętnić i w pewnym.momencie położna stwierdziła, że trzeba już, bo cała krew odpłynie od maleństwa (serio tak usłyszałam).
Opieka poporodowa bardzo dobra z małymi zastrzeżeniami. Na opiekę położnych nie mogę narzekać. Były pomocne i życzliwe. Jednak wspólny pobyt na sali z kobietą i dzieckiem, u których wykryto bakterię nie było zbyt bezpieczne, a łazienka na korytarzu też nie była zbyt wygodna. Na badania dziecko było zabierane beze mnie chyba, że stanowczo stwierdzałam, że chcę przy tym być.

Pamiętaj!!! MASZ PRAWO BYĆ PRZY SWOIM DZIECKU CAŁY CZAS!

Ostatecznie przed drugim porodem zorientowałam się w temacie trochę lepiej i mój wybór padł na osławiony szpital Św. Zofii w Warszawie. Od razu napiszę: to był strzał w 10!
Pomimo bardzo szybkiego i intensywnego porodu (ból był przeogromny i nieporównywalny do pierwszego porodu) wszystko poszło dobrze i zawdzięczam to (oprócz mojego kochanego i wspierającego męża oczywiście) dwóm osobom:
 Pani Renata Alechnowicz pomimo ogromnego tempa świetnie przeprowadziła poród, chroniąc krocze i słuchając moich potrzeb. Nawet pomimo, że jakby to pewien znany z internetów ksiądz powiedział, "miotało mną jak Szatan" (myślę, że jakby ktoś to nagrywał to możnaby niezły film o opętaniu nakręcić), pozwoliła mi wybrać pozycję do porodu za co jestem jej wdzięczna. Bardzo polecam poród z tą położną. BARDZO :)
Pani Sylwia Dębska natomiast, wezwana na pomoc przy miotającej się pacjentce zrobiła coś, co szokuje mnie do dziś: sprawiła, że ja się jej słuchałam. Mój krzyk skierowała na tory wspomagające poród i zmusiła mnie to współpracy. Pani Sylwio - mam nadzieję, że wkrótce będę mogła Panią polecić jako położną szpitala na Żelaznej. :)

Widok z okna w najlepszym szpitalu w Warszawie
 fot. ProjektuJemy Zdrowie


Personel szpitala jest cudowny. W każdej sytuacji można poprosić o coś, dopytać. Nic się nie dzieje za Twoimi plecami. Gdyby nie typowo szpitalne jakże smaczne i pożywne jedzenie ;), możnaby się poczuć jak w hotelu. Nie chcę się rozpisywać, bo ten post i tak już przekroczył moje oczekiwania pod kątem długości lecz pomimo okropnego porodu (pod kątem bólu) jest to najlepszy pobyt w szpitalu w moim życiu.

Ostatecznie nawet najgorszy ból można znieść jeżeli dookoła są ludzie, którzy Cię wspierają. A tak właśnie jest w szpitalu Św. Zofii.
Mało atrakcyjne selfie na koniec lecz szczerze szczęśliwe :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz